Życiorys

Publikacje


Wywiad z o. prof. Piotrem Lenartowiczem SJ ukazał się w londyńskiej „Gazecie Niedzielnej” 14 października 2001 r., s. 4.

"O duszy, współczesnej biologii i klonowaniu"

Obserwujemy wzrost zainteresowania problemami związanymi z klonowaniem człowieka, hodowaniem ludzkich tkanek, przeszczepem organów itp. Czy jednak liczne kontrowersje w ocenie etycznej tych zjawisk nie rodzą się z trudności bardziej podstawowej - z faktu, że do tej pory, w początkach XXI wieku nie wiemy czym jest życie?

Czy rzeczywiście jesteśmy gotowi poznać czym jest życie? A może z góry chcemy aby życie okazało się dzieckiem materii martwej?

Tysiące lat temu Arystoteles poprawnie opisał to, co jest istotą życia – budowanie organów, (narzędzi biologicznych), podporządkowywanie materii mineralnej potrzebom dynamiki organizmu, regeneracja uszkodzonych struktur, rozmnażanie. Dla prostych ludzi zawsze było oczywiste, że to życie rządzi materią a nie na odwrót. To jest fundament prawidłowej definicji życia, ale równocześnie kamień obrazy dla materializmu.

Materializm traktuje życie jako “cechę” materii. Tymczasem życie nie jest dodatkiem do istnienia. Jest osobną, konkretną, samodzielną formą istnienia. Jest istnieniem wróbla, wiewiórki, człowieka. To nie jest tak, że wiewiórka ma “cechę życia” albo jej nie ma. Zwłoki wiewiórki nie są wiewiórką, ale śladem istniejącej kiedyś wiewiórki. Martwa wiewiórka to jest zwykła materia, na której jeszcze widać piętno zgaszonej dynamiki życia.

Czy to znaczy, że opis samej materii nie pozwala na zrozumienie tego, czym jest życie?

Bez koncepcji “duszy” nie ma poprawnej definicji życia.

Co to jest dusza?

To tajemniczy, całościowy czynnik, który buduje zintegrowane tkanki, struktury ciała – bakterii, rośliny, człowieka. Materialiści sądzą, że odkryta stosunkowo niedawno cząsteczka DNA jest tą “duszą”. Ale nie jest to prawda. Cząsteczka DNA jest bierną strukturą, a zaszyfrowane na niej informacje są fragmentaryczne, absolutnie niewystarczające do opisu – nie mówiąc już o realizacji – struktur ciała. DNA jest “ściągawką”, ale musi istnieć dusza, która umie się nią posługiwać.

Czym jest więc życie?

To zintegrowana dynamika duszy, korzystającej z surowców materii martwej do budowania narzędzi (ciała), ułatwiających jej przeciwstawianie się destrukcyjnym wpływom świata mineralnego.

Jak zatem wyrazić kontrast między materią martwą a życiem?

Aby sensownie mówić o duszy, trzeba uporządkować nasz sposób mówienia o tym, co “martwe” i tym co “żywe”. Mówi się o minerałach że to “materia martwa”. Ale to nonsens. Minerały nie “umarły”. One w ogóle nie były nigdy “ożywione”. Tylko to, co było kiedyś “ożywione”, może się stać naprawdę “martwe”. Kości zwierząt kopalnych są martwe, liście jesienne są martwe – ale nie powietrze, woda, lub ciała astronomiczne.

Kiedy materia “ożywa” i co to właściwie znaczy?

Ona “ożywa” wtedy, gdy zostaje wchłonięta w sferę działania duszy i podporządkowana dynamice tej duszy. Ten sam rodzaj materii wchłonięty przez wróbla zaczyna żyć inaczej niż materia wchłonięta przez mrówkę, lub motyla. Śmierć jest tajemniczym zniszczeniem tej więzi, dzięki której materia (materiał) był posłuszny perfekcyjnym, integrującym wpływom duszy.

Taki sposób opisywania więzi pomiędzy duszą a materią nazywany jest witalizmem. Witalistą był Arystoteles a po nim większość wielkich embriologów takich jak Harvey, Stahl, Driesch, Spemann, aż do XX wieku włącznie. Bowiem w embriogenezie, czyli procesie budowania ciała owada, ptaka, lub człowieka najwyraźniej przejawia się cudowna kontrola duszy nad materią. Dusza (w sensie arystotelesowsko-tomistycznym), to tajemnicza, cudowna moc posługująca się materią i energią jako surowcem do budowy swoich narzędzi wewnętrznych lub zewnętrznych (jak gniazda ptaków, sieci pająków, żeremia bobrów, produkty techniki ludzkiej).

Pojęcie duszy kojarzy się z “nieśmiertelnością”. Czy bakterie, zwierzęta, rośliny są nieśmiertelne?

Materia mineralna (płyny, gazy, ciała stałe, energie, cząstki elementarne) trwa od wieków i będzie trwała chyba w nieskończoność. Ulega przemianom (“anihilacji” sensu lato), ale nie przestaje istnieć (nie ulega anihilacji sensu stricto). Nie nazywajmy tego nieśmiertelnością.

Mikroorganizmy (np. sinice i bakterie) istnieją od prawie czterech miliardów lat. Nie zmieniły się w sposób istotny aż do dzisiejszego dnia. Ich życie jest jakby “nieśmiertelne”. Przypomina to wielowiekowe powielanie tekstu Biblii. Choć poszczególne egzemplarze giną, to tekst Biblii trwa niezmieniony, niezależny od liczby aktualnie istniejących kopii. Biblia jest tylko jedna. Analogicznie jedna komórka sinicy nie zawiera w sobie mniej życia (“sinicowatego”), niż wszystkie komórki sinic od początku ich istnienia. Gdy konkretna komórka sinicy ulega zniszczeniu, dynamika życia sinic nie ulega uszczupleniu. W tym sensie można powiedzieć, że życie sinic jest nieśmiertelne, mimo, że przejawia się raz w tej porcji materii a raz w innej.

To samo, mutatis mutandis, dotyczy wszystkich innych form życia – również i człowieka.

Gdyby zniszczono wszystkie komórki sinic, czy doszłoby do zniszczenia, destrukcji “duszy sinic”? Dusza – w sensie arystotelesowskim – jest czymś nie tylko integrującym, ale zintegrowanym wewnętrznie a stąd niepodlegającym destrukcji. To prawda, że taka dusza nie może działać bez pewnego “przyczółka” gotowych, preformowanych, elementarnych narzędzi i bez owej, wspomnianej wyżej, “ściągawki” DNA. Nie może też działać w byle jakim środowisku zewnętrznym – nie jest wszechmogąca, nie będzie działać w “pustce” kosmicznej, ani we wnętrzu wulkanu.

Skąd się bierze taka dusza?

Materialiści, zwolennicy abiogenezy sądzą, że materia mineralna sama ukształtowała struktury pierwszej komórki wyposażonej w pierwotną formę DNA. Według arystotelizmu i tomizmu ta teoria nie bierze pod uwagę elementarnej wiedzy biologicznej. Życie bowiem nie jest strukturą, ale dynamiką zdolną do kształtowania zintegrowanych struktur. To prawda, że taka dynamika wymaga pewnych warunków materialnych. Ale stworzenie tych warunków (np. zaszyfrowanej sensowną informacją cząsteczki DNA, lub maszynerii koniecznej do biosyntezy enzymów) nie jest stworzeniem dynamiki zdolnej do wykorzystania tego DNA i tej maszynerii.

Zdaje się, że tu dochodzimy do pojęcia kreacji życia !

Kreacja jakiejś konkretnej formy życia (bakterii fotosyntetycznej, jaszczurki, pająka) wymagałaby wielu różnych złożonych aktów Przyczyny Stwórczej, czyli po prostu Boga. Wymagałaby ukształtowania z materii “posagu” elementarnych narzędzi (m. in. kompletnego zestawu maszynerii komórkowej), wybudowania z materii i zaszyfrowania odpowiednią informacją cząsteczki DNA i wreszcie stworzenia z niczego “duszy” zdolnej do posługiwania się tym “posagiem” (w tym również kopiowania go), oraz zdolnej do posługiwania się DNA (w tym również kopiowania go).

Biblijny opis “ulepienia człowieka z prochu ziemi” i wyposażenie go w “tchnienie życia” można by interpretować jako skonstruowanie “posagu i informacji DNA” z jednej strony a stworzenie “duszy” z drugiej. To samo, przez analogię, mogłoby zachodzić przy stwarzaniu innych, różnorodnych form biologicznych - roślinnych i zwierzęcych.

“Stworzenie duszy” (ludzkiej, czy zwierzęcej) byłoby więc przejściem od nicości do istnienia. Czy śmierć organizmu byłaby procesem symetrycznym – w przeciwnym kierunku? Jaka moc mogłaby to sprawić?

Czy dusza ulega anihilacji sensu stricto? To trudne pytanie. Sama się nie unicestwi. Podzielić jej na kawałki się nie da, bo jest czymś pozbawionym rozmiarów przestrzennych. Chyba tylko ta Przyczyna, która ją powołała do istnienia mogłaby ją anihilować. Czy Stwórca życia byłby jego Niszczycielem?

Czy w ten sposób nie zamazuje się różnicy pomiędzy człowiekiem a innymi organizmami żywymi?

Żyjemy w czasach w których wszystko ulega zamazaniu. Zamazuje się różnicę między dobrem a złem, człowiekiem a małpą, Stwórcą a Chaosem, z którego rzekomo wszystko się wywodzi. Arystotelesowsko-tomistyczna teoria “dusz” (ATTD) jest bardzo skomplikowana – tak jak skomplikowane są formy i przejawy życia. Według ATTD nie da się od “duszy sinic” przejść do “duszy pantofelka” a od “duszy pantofelka” do “duszy motyla”. Tym bardziej nie da się przejść od “duszy zwierzęcia nierozumnego” do “duszy istoty rozumnej i wolnej” czyli “duszy człowieka”. Ewolucjonizm, darwinizm nie widzi przeszkód w takim płynnym przejściu. ATTD widzi przeszkody absolutnie nieprzezwyciężalne, choć nie tylko na przejściu między małpą a człowiekiem. Dlatego uważa akty kreacji jako absolutną konieczność.

Na czym więc polega osobliwość duszy ludzkiej?

“Dusze” niższego rzędu tworzą “osobniki” – nowe egzemplarze, kopie danej formy życia. Życie człowieka nie jest niczyją kopią, konkretny człowiek nie jest jednym z wielu egzemplarzy gatunku, jest Osobą, istotą niepowtarzalną, która samodzielnie, świadomie i dobrowolnie kształtuje swoje wieczne istnienie. Wyższość człowieka nad innymi zwierzętami nie polega na jego umiejętności budowania samolotów, ani na jego umiejętności budowania miast. Nie polega na umiejętności latania w powietrzu, lub zanurzania się w głębiny morza. Człowiek, w odróżnieniu od innych zwierząt ma moc samodzielnego i świadomego ukształtowania swojej wiecznej przyszłości. To jest jego “osobliwość”.

Ta moc bierze się nie z kumulacji energii fizycznych (słoń i wieloryb go prześcigną), ani z kumulacji osiągnięć technicznych (jak dotąd człowiekowi nie udało się skopiować sieci pająka ani skopiować silniczków elektrycznych budowanych błyskawicznie przez każdą bakterię), ani z sukcesów artystycznych (rajskie ptaki i pawie biją go na głowę). Człowiek jednak ma wrodzoną zdolność odkrycia tego, co w istnieniu najcenniejsze, oraz wrodzoną moc, aby wbrew oporom materii dążyć do tego, co w życiu ważne i niezniszczalne. Pełnia życia ludzkiego oznacza poznanie swego Stwórcy i dążenie do spotkania się z Nim w Wieczności.

Na czym polega nikczemność “klonowania człowieka”?

Wolą Stwórcy było i jest, aby każdy człowiek poczynał się w idealnej kolebce kochającej rodziny, oraz aby żaden człowiek nie był ofiarą cudzego egoizmu. Każdy bowiem człowiek jest niepowtarzalnym Skarbem Stwórcy, a nie jedną z wielu kserokopii. Zapładniane w próbówce embriony, sztucznie wymuszane formy bliźniacze (klony), to Osobowe Istoty ludzkie pozbawione szans na harmonijny, zdrowy, bezpieczny rozwój i traktowane instrumentalnie.

Żyjemy w czasach w których w majestacie “prawa” zabija się zdrowe Osoby Ludzkie (sztuczna aborcja) i w majestacie “prawa” produkuje się Osoby Ludzkie w nieludzkich warunkach. Tysiące dzieci sierot umiera z braku miłości, a tysiące bogatych małżeństw zamawia sobie dziecko kosztem procedur, w których wytwarza się wiele żywych istot ludzkich, ale tylko jedna z nich unika śmierci w kuble.

Pojęcie “duszy” kojarzy się z “duchem”. Na czym polega różnica?

To jest kwestia językowo-terminologiczna. “Duch” według jednych filozofów to ludzka świadomość i to co się w niej kłębi. Według innych “duch” to nieśmiertelny byt uwięziony w czysto materialnych “strukturach ludzkiego ciała”. Te pojęcia nie mają wiele wspólnego z ATTD i arystotelesowskim pojęciem “duszy ludzkiej”. Aby podkreślić wyjątkowość istnienie człowieka można by zamiast “dusza ludzka” mówić o ludzkim “duchu”. Ale samo brzmienie słów nic tu nie zmienia, jeśli człowiek nie wie, jakie znaczenie tym słowom przypisuje konkretny autor, konkretny filozof.

Rozmawiał Remigiusz Kalski SJ

***

P.S.
O. prof. dr hab. Piotr Lenartowicz (ur. w 1934 roku) jest jezuitą. Doktorat z medycyny uzyskał na Akad. Medycznej w Warszawie, doktorat z filozofii na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, a habilitację na Papieskiej Akad. Teol. w Krakowie. Wyklada filozofie przyrody ozywionej oraz teorie poznania na Wydziale Filozoficznym Wyzszej Szkoly Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie. Zanim sie zestarzal, sporo czasu zajmowalo mu czytanie powiesci kryminalnych, basni ludowych oraz zeglarstwo. Teraz jego hobby to filmy rodzinne i dziecinne w TV. http://www.jezuici.pl/lenartowicz/

<<< strona główna




o. Remigiusz Kalski SJ - [email protected]
www.jezuici.pl